O CZAROWNICACH, ZNACHORACH I UCZONYCH
Nie da się ustalić, kto pierwszy odkrył, że połknięcie kawałka jakiegoś ,,zielska” uśmierzy ból żołądka, a przyłożenie innego do rany - zatamuje krew. Ten ktoś prawdopodobnie mieszkał jeszcze w jaskini i odziewał się w skóry dzikich zwierząt. Nikt mu jeszcze nie powiedział ,,co jest dobre na co”, prowadził go instynkt, ten sam, który do dziś każe krowie na pastwisku omijać jedne rośliny, a wybierać drugie.
W miarę rozwoju cywilizacji rozwijała się wiedza o właściwościach ziół. Przez wieki była to wiedza tajemna, bliższa magii niż nauce. Zbieranie ziół wiązało się z dziwnymi nakazami i zakazami, a stosowanie leków roślinnych było obrzędem pełnym niezrozumiałych zaklęć. Możliwe, że miało to dodawać powagi zabiegom i oddziaływało na psychikę chorego.
Skutki naturalnie bywały różne, ale na pewno o powodzeniu terapii decydowały: znajomość ziół, doświadczenie i przekazy z doświadczeń poprzednich pokoleń. Dlatego stare, wiejskie kobiety - często córki i wnuczki znachorek - niejednokrotnie lepiej potrafiły leczyć ziołami niż nadworni medycy. W niektórych okresach dziejów były one posądzane o czary, a wtedy nie miały łatwego życia.
Pamiętajmy jednak, że czarownice wszelkiego autoramentu - mimo ich atrakcyjności - to nie centralne postacie historii zielarstwa. Zielarstwo jest jedną z gałęzi nauk przyrodniczych i rozwijało się podobnie jak inne. Historia zielarstwa jest prawie tak długa jak dzieje ludzkości i choćby w najkrótszym zarysie warto się z nią zapoznać.
Pierwsze zapisane wiadomości o ziołach pochodzą sprzed 5000 lat p.n.e. Najsumienniej przekazali je starożytni Egipcjanie. W tak zwanym papirusie Ebersa (XIV w. p.n.e.) wymienionych jest kilkaset roślin leczniczych wraz ze sposobami ich stosowania.
Również kilkaset ziół leczniczych znano w Babilonii i Asyrii, wiedziano, jak je zbierać i suszyć. Co najciekawsze - wiele z tych wiadomości jest aktualnych do dziś. Roślinami leczniczymi interesował się nawet słynny prawodawca Hammurabi, żyjący około 1700 roku p.n.e.
Ważnym ośrodkiem zielarskim były Indie, a wiedza medyczna stała tam na wysokim poziomie. Ale chyba tylko tam wiedza ta była wyjątkowo silnie związana z wierzeniami i obrzędami religijnymi. Źródłem frapujących wiadomości z tej dziedziny są zwłaszcza święte księgi Wedy. I znowu zdumiewa znajomość niektórych zjawisk potwierdzonych przez dzisiejszą naukę, między innymi wpływu siedliska rośliny na jej wartość leczniczą.
Zaś początki zielarstwa w Chinach sięgają 4000 lat p.n.e. Liczba ziół, które początkowo opisywano była dosyć skromna, obejmowała około 300 gatunków, natomiast ciekawy był ich podział na 3 klasy: ”książęcą” - zioła podtrzymujące życie, a nieszkodliwe dla organizmu, ”ministerską” - zioła zwalczające ciężkie choroby i przywracające siły, oraz klasę ”asystencką” - zioła leczące pewne choroby, ale trujące i nie nadające się do stałego użytku.
W starożytności między krajami Wschodu i Południa kwitł ożywiony handel i on to przyczynił się do rozpowszechnienia ziół. Fenicjanie, którzy w tym handlu grali główną rolę i tu wykazywali swój przysłowiowy spryt: opowiadali tak niestworzone historie o niebezpieczeństwach związanych ze zdobywaniem tych roślin, że „śrubowanie” ich cen wydawało się zupełnie uzasadnione.
Później miejsce Fenicjan w handlu zajęli Arabowie, którym zresztą wiele zawdzięcza także ówczesna medycyna.
W Palestynie za czasów największej świetności państwa żydowskiego używano bardzo wielu roślin leczniczych i przyprawowych. Żydzi, podobnie jak Arabowie, rozwinęli „przemysł kosmetyczny”, między innymi wytwarzając z roślin olejkodajnych wonności cenione nie mniej niż złoto. W księgach „Starego” i „Nowego Testamentu” można znaleźć kilkadziesiąt nazw ziół.
Mity starożytnej Grecji mówią o udziale bogów i herosów w przekazywaniu wiedzy medycznej opartej przede wszystkim na leczniczych właściwościach ziół. Ślady tych wierzeń odnajdujemy dziś w łacińskich botanicznych nazwach roślin. Często są to po prostu zlatynizowane nazwy greckie, których pochodzenie łatwo można wyjaśnić nawet przy powierzchownej znajomości mitologii. Na przykład krwawnik to po łacinie Achillea - a więc ziele związane z Achillesem, bylica - Artermisia - z boginią Artemidą, kosaciec - Iris - z piękną Iris, boginią tęczy, zaś grzybień - Nymphanea - kojarzy się z nimfami nie tylko nazwą ale i urodą. Takich przykładów można znaleźć dziesiątki w każdym skorowidzu nazw botanicznych.
W starożytnej Grecji, oprócz leczniczych właściwości roślin, szczególnie intensywnie wykorzystywano ich właściwości narkotyczne /m. in. do celów obrzędowych/ oraz trujące. Wywarów z silnie toksycznych gatunków roślin używano do wykonywania wyroków śmierci.
Zainteresowanie ziołami objawiały najtęższe umysły i często pisarze czy filozofowie wykazywali solidną wiedzę botaniczną. Niektórzy z nich skłaniali się wyraźnie w kierunku nauk przyrodniczych i pozostawili po sobie spuściznę do dziś cenioną. Do takich należy przede wszystkim Hipokrates z Kos, zwany ojcem medycyny (ok. 460-377 p.n.e.) i Teofrast z Eresos (370-287 p.n.e.), uczeń Arystotelesa.
Podobnie było w starożytnym Rzymie. Wielki pisarz rzymski Kato Starszy Cenzor (ok. 234-149 p.n.e.) interesował się ziołami z nie mniejszą pasją niż polityką i obyczajami. Gwiazdą pierwszej wielkości w zielarstwie w czsach rzymskich był Dioskurides Pedanios (I w.), Grek z pochodzenia, przyrodnik, ”zatrudniony” jako lekarz rzymskich legionów. Napisał książkę De nzateria medica barwnie ilustrowaną, zawierającą opisy kilkuset roślin, wśród nich mnóstwa leczniczych, która stanowiła przez ponad tysiąc lat źródłowe dzieło dla wielu pokoleń botaników i lekarzy całego uczonego świata. Lekarz rzymski greckiego pochodzenia, Galen z Pergamonu (ok. 130- -200), opisał ponad 400 roślin leczniczych w taki sposób, że stworzył podwaliny późniejszej farmacji. Podobne znaczenie ma starsze o około 100 lat dzieło Scriboniusa Largusa.
Średniowiecze nie było okresem rozkwitu nauk. W zielarstwie też panował pewien zastój, choć nie straciło ono znaczenia, gdyż każdy chce być zdrowy. Wtedy właśnie dużo do powiedzenia miały baby-znachorki, wiedzmy-zielarki, które swą wiedzę opierały na ustnych przekazach. Nauka i jej rozwój znalazł miejsce w klasztorach. Tym większą wdzięczność winniśmy ówczesnym zakonnikom, dzięki którym przetrwała starożytna wiedza przyrodnicza, Przyczynili się do tego zwłaszcza benedyktyni, słynący z mrówczej pracowitości. Latami przepisywali ocalałe podczas wojen i najazdów księgi autorów, starożytnych. Zasługą zakonników było nie tylko przepisywanie ksiąg - uprawiali oni zioła w wirydarzach, sporządzali maści, wyciągi, odwary i często byli jedynymi lekarzami, gdy grasowały zarazy i ”morowe powietrze”. Zachował się sporządzony przez opata Gosberta na początku IX wieku plan klasztornego kompleksu, w którym znajdował się między innymi rodzaj szpitala, mieszkanie dla lekarza, ogród zielarski i przechowalnia ziół leczniczych.
Wybitne zasługi dla zielarstwa położyli benedyktyni z Salerno w X-XI wieku. Dziełem ich był Regimen Sanitatis Salernitanorum, zawierający nie tylko cenne informacje o ziołach leczniczych, ale i przepisy dietetyczne. Wiele z nich przeniknęło do medycyny ludowej, która zaczęła się rozwijać w mniej magicznym, a bardziej racjonalnym kierunku.
Zakonnicy nie ograniczali się do korzystania ze starożytnych przekazów greckich i rzymskich oraz własnych obserwacji, ale uzupełniali wiedzę, czerpiąc ją z arabskiego świata naukowego. W świecie tym wybitną postacią był Awicenna z Buchary (XI-XII wiek), a nieco później Ibn Al-Beithar. Ten ostatni opisał około 1400 roślin leczniczych, z których większość zbadał osobiście.
W dobie renesansu zielarstwo przestawało już być domeną zakonników. Pojawiać się zaczęli aptekarze, olejkarze, ”łowcy ziół”, a przede wszystkim lekarze-botanicy, wśród których nie brak i Polaków, na przykład Jana Stanki, Marcina z Urzędowa i wspomnianego już Szymona Syreńskiego.
Wyprawy żeglarskie Hiszpanów i Portugalczyków nie tylko przyczyniły się do poznana i rozpowszechnienia nowych gatunków ziół, ale i wiedzy botaniczno-medycznej z innych kontynentów. Stała ona wysoko, zwłaszcza u Azteków.
Naturalnie w tamtych i nieco późniejszych wiekach były lepsze i gorsze okresy w rozwoju zielarstwa, niemniej jednak był to proces dynamiczny.
W wieku XIX rozwój nauk przyrodniczych spowodował zwrot w zielarstwie. Z jednej strony odkrycie składu chemicznego ziół, które uzdrawiały naszych pradziadów, potwierdzało słuszność stosowania leków roślinnych, z drugiej zaś - umożliwiło syntezę nowych, ”sztucznych” leków. Po pewnym czasie zaczęto niestety lekceważyć zioła, wierząc tylko w najnowocześniejsze preparaty farmaceutyczne. Uznawanie leczniczych właściwości ziół było uważane za objaw zacofania, jeśli nie wręcz ciemnoty i zabobonu. Co prawda i wtedy w wielu przypadkach, gdy zawodziła kuracja lekami syntetycznymi, szukano pomocy u zielarzy, a nawet u znachorów, ale bardzo rzadko się do tego przyznawano.
W ostatnim dziesięcioleciu XX wieku nastąpił ponowny zwrot - zioła zaczęły być modne, powracano w tym czasie do kuracji ziołowych. Jak w każdej modzie czasami mamy do czynienia z przesadą, z wiarą w magiczną i cudotwórczą moc ziół. Jednak wszyscy uważamy, że jest to moda pożyteczna, niech więc rozwija się bujnie. Przede wszystkim dlatego, że zioła nie mogą zaszkodzić.
Created by: Michał Klimorowski